tekst: Kuba Wiśniewski
zdjęcia: archiwum prywatne Anny Pawłowskiej-Pojawy
"Maratończyk? Po prostu kocham biegać" - mówi w reklamie. Ale czy ona biega naprawdę? Okazuje się, że tak. Od dwóch lat podróżuje po świecie w pogoni za maratonami. Pokonała jeden z nich na potrzeby reklamy. Specjalistka od PR nie pozwala na spychanie kobiet poza biegowy nawias. Damski punkt widzenia na długie dystanse Anny Pawłowskiej-Pojawy poznawał Kuba Wiśniewski.
Masz za sobą już 11 półmaratonów i 5 maratonów, a startujesz dopiero od 2 lat. Po co Ci to?" – pyta bliższa i dalsza rodzina. Jedynie mąż już nie drąży tematu, ponieważ parę razy z nią przegrał, choć ostatnio zadebiutował na "połówce" w Warszawie i za chwilę być może dogoni Annę...
"Początek był prozaiczny: nie podobało mi się to, co widziałam w lustrze. Zapisałam się w 2006 roku na Run Warsaw i z tych 5 kilometrów przebiegłam dwie trzecie. Następne większe wyzwanie – Grand Prix w warszawskim Lesie Kabackim, już na 10 km, po jakichś 3 miesiącach symbolicznego truchtania. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko" – wspomina Anna. Jeden z kolegów namówił ją na półmaraton w Łodzi, który był dla niej ogromnym wyzwaniem.
Nieustraszona feministka i aktywistka
Ani się obejrzała, a już była na starcie Maratonu Warszawskiego, chociaż, jak wspominają jej znajomi, jeszcze na pierwszych Kabatach zarzekała się: "Maraton?! Nigdy w życiu!". Feministka, aktywistka Ze wspólnych rozmów z biegającymi koleżankami powstał pomysł nagłośnienia sprawy dyskryminacji kobiet podczas polskich imprez biegowych.
Najpierw była pierwsza, dość ostra, a potem, po skonfrontowaniu z doświadczeniami biegaczek i organizatorów, druga, łagodniejsza wersja manifestu przeciwko dyskryminacji. Chodzi w nim głównie o nierówne nagradzanie zwycięzców i zwyciężczyń (chociaż, jak mówi Anna, sama nie osiąga takich wyników, by zbierać nagrody), brak symetrycznych kategorii wiekowych, no i kwestie braku odpowiedniego zaplecza dla kobiet – szatni, toalet – na zawodach.
"To nie są problemy wymyślone, w innych krajach jest to nie do pomyślenia. Na przykład w maratonie w Dubaju nagrody dla pierwszych 10 kobiet i mężczyzn są równe. A przecież to państwo muzułmańskie i wśród panów co roku startują naprawdę najlepsi" – twierdzi zbulwersowana Anna. Podpis pod listem otwartym do organizatorów imprez zadeklarowało już bardzo dużo osób, również facetów. Wokół niego powstała gorąca dyskusja na forach internetowych. I o to jej chodziło.
"U nas dużo się mówi, że kobiety są mniej aktywne, a mało się robi, żeby je do tej aktywności motywować. Liczę na to, że dzięki zmianom w mentalności więcej kobiet w Polsce zacznie w końcu biegać. Jakbym je do tego przekonała? Zaczęłabym od powiedzenia: A widzicie, jacy fajni faceci biegają?". Żartuje, że dziewczyny zapominają o jednej ważnej rzeczy – bieganie naprawdę poprawia wygląd!
"To, że poprawia też inne rzeczy, na przykład (mam nadzieję, że nie czytają nas dzieci) satysfakcję z… seksu, to taka wisienka na torcie. A od koleżanek często słyszę pytania, czy nie boję się biegać po ciemku sama, czy nie boję się biegać sama po lasach. Czasami się boję. Ale biegam". Przyznaje jednak, że czasem dostaje palpitacji serca, gdy słyszy skrzypienie drzewa. Ale powoli przełamuje ten strach. Bieganie dodaje jej pewności siebie, tak jak np. taniec brzucha, który uwielbia. Niestety, na razie starcie z bieganiem przegrał.
W pracy o jej bieganiu wiedzą wszyscy. Biegowy blog jest w końcu na firmowym serwerze. Pobiegła z innymi pracownikami w Nike+ Human Race oraz w przedmaratońskiej sztafecie Ekiden. "Widzę, że im mam mniej czasu, tym lepiej układam sobie dzień pracy. Na treningach odstresowuję się, układam w głowie plan dnia. Wstaję co prawda o piątej rano, ale zdążyłam się przyzwyczaić… Jako biegaczka, ale i specjalista ds. PR, wystąpiłam w reklamie. Może to dziwne, ale trafiłam tam z castingu. Poszukiwano aktywnych kobiet po 30-tce, które robią coś poza pracą – fajnego, niecodziennego". Zaskoczyli ją totalnie, mówiąc, że ma wystąpić w maratonie w Gdańsku… na trzy dni przed startem. Zaproponowali, co prawda, żeby przebiegła tylko kawałek, ale to by było nie w jej stylu.
Na honorowym miejscu w domu wiszą medale z ulubionych startów. Teraz w centralnym miejscu znajdują się te z Amsterdamu i z Dubaju. W Holandii w maratonie pobiegła poniżej 3.45, a do Dubaju leciała po nową "życiówkę". Najszybsza trasa świata jednak nie pomogła. "W środku zimy przeniosłam się z 20-stopniowego mrozu do upału. Zmiana klimatu plus kontuzja odebrały mi siły. Ostatnie kilometry biegu szłam lekko załamana. Na wyjazd wydałam oszczędności, przez blisko trzy miesiące przygotowań przebiegłam ponad 800 km, a tu taka porażka!".
Dopiero gdy wróciła przebrana na linię mety, zobaczyła ludzi, którzy szczęśliwi kończyli swój występ w szóstej godzinie. "Pomyślałam, że nie mam na co narzekać, słabszy dzień każdemu się może zdarzyć". Teraz marzy o starcie w Rio de Janeiro. To jest kawałek większego planu przebiegnięcia maratonów na wszystkich kontynentach. Skoro zrobili to faceci – czemu nie ja?
Z maratonu w Dubaju wróciła z superpamiątką - zdjęciem z samym Haile Gebrselassie. To zresztą w biegach długodystansowych ją urzeka - ich egalitarność. Amatorzy mogą startować w zawodach z zawodowcami, z mistrzami. Dzień przed maratonem miała okazję trenować z Pawłem Ochalem i Rafałem Wójcikiem, którzy byli wtedy odpowiednio mistrzem i wicemistrzem Polski.
"Dzięki udziałowi w reklamie jestem rozpoznawana. Ta popularność ma dwie twarze: tę sympatyczną, gdy ludzie odzywają się z miłym komentarzem, i tę mniej sympatyczną – to na przykład pojawiające się na forach twierdzenia, że w środku przeciwbólowym, który reklamowałam, był zakazany środek dopingujący (nie było!)".
Zobacz pełny spis treści
Zamów prenumeratę Runner's World - dostaniesz 6 numerów w cenie 4!